środa, 10 października 2018

"W ich oczach było coś, co odbierało nadzieję."





Kręgi 
Zbigniew Zborowski
Znak Literanova, 2018
Liczba stron: 480


"Mężczyźni. Nie wyglądali na potwory. Ten z prawej był niski i pulchny, o jowialnej twarzy. Środkowy był wyższy, ale znacznie starszy. Po lewej stał najmłodszy, z brzuszkiem rysującym się pod dresową bluzą. Może nie jest tak źle? Może chcieli tylko ponapawać się trochę jej strachem? Zażartować? Nie. W ich oczach było coś, co odbierało nadzieję."



W warszawskim parku zostają znalezione zwłoki młodej dziewczyny. Sprawa z pozoru prosta. Znaleźć dowody i winnego. Jednak jest pewna zagadka, która nurtuje śledczych. Dlaczego dziewczynie obcięto dłonie w ten sam sposób co ofierze sprzed wielu lat?

"Leżała na plecach w krzakach, zaledwie parę metrów od chodnika, na którym czerniły się ślady opon. Siniaki i zadrapania na jej skórze kontrastowały z opalenizną widoczną wciąż na ramionach, nogach i twarzy. Sine i nabrzmiałe ślady na szyi. Jasne włosy rozsypane wśród źdźbeł trawy. Białe, równe ząbki odsłonięte przez warki wykrzywione w agonii. No i te kikuty zamiast dłoni…"

Główny bohater to Bartosz Konecki – były policjant, obecnie prywatny detektyw. Otrzymuje on zlecenie: śledzić młodą kobietę – aktorkę, sprawdzić z kim się spotyka, znaleźć dowody zdrady. Zlecenie wydaje się proste. Jednak dziewczyna zaczyna interesować się zbrodnią sprzed lat, gdzie ofiarą była nastolatka Krystyna Talko, której odcięto dłonie. Konecki zaczyna interesować się tamtą sprawą przez co sprowadza na siebie poważne problemy. Czy zagadka zostanie rozwikłana? Czy zabójca sprzed lat zabił znów? Aby znaleźć odpowiedzi na te pytania trzeba zagłębić się w  Kręgi.

Kręgi to moja pierwsza styczność ze Zbigniewem Zborowskim. Przyznam szczerze, że nie wiedziałam czego się spodziewać po tej książce. Po przeczytaniu dosłownie dwóch pierwszych rozdziałów i przekartkowaniu książki pomyślałam, że będzie to trudna przeprawa. Przeplatane rozdziały (raz akcja dzieje się w 1992 roku a następnie wracamy do teraźniejszości) tak jak w „Wyśnionej jedenastce” zniechęciły mnie do lektury. Ale stwierdziłam, że nie ma tak łatwo i trzeba się zmierzyć z tą książką. Zaczęłam zaznaczać sobie rozdziały te z przeszłości i te z teraźniejszości żeby móc szybko wrócić do jakiejś informacji, którą zapomniałam, a która byłaby niezbędna do dalszej lektury. I tu muszę powiedzieć, że jestem pozytywnie zaskoczona. O ile w „Wyśnionej…” te przeplatane rozdziały mi przeszkadzały tak w Kręgach wręcz podsycały moją ciekawość i nie pozwalały oderwać się od lektury.

"- A może to ja jestem normalny a świat dookoła zwariował? Rozejrzyj się wokół siebie, Zewsząd otaczają nas bałwochwalcze cielce. Te wszystkie korporacyjne kariery, stanowiska, awanse. Te marki samochodów, odmiany smartfonów. Internetowe społeczności, liczby lajków i komentarzy. Ludzie są gotowi wszystkiemu zaprzedać duszę, byle się w tym unurzać. Zamiast pokory, współczucia i przebaczenia wybierają nienawiść, chciwość, zazdrość. Uzależniają się już nie tylko od wódki czy automatów do gry, o których wiadomo przecież, że mają wbudowany algorytm oddzielania od skóry. Uzależniają się nawet od morderczej pracy, lichwiarskich kredytów, chwiejnej opinii innych i coraz gorszych informacji ze świata. Tak, bracie. Kręcimy się w kółko, wpatrzeni w pył pod naszymi stopami. I nawet nie zauważamy, że wysoko w górze świeci słońce."

Książka napisana jest w bardzo przystępnym języku, nie brakuje tu szczegółowych opisów ale jednocześnie nie przytłaczają one czytelnika. Akcja jest dynamiczna, ciekawa. Czytając Kręgi miałam wrażenie, że podążam razem z Koneckim ramię w ramię aby rozwiązać zagadkę.

Książkę bardzo gorąco polecam!

Moja ocena: 9/10

Do przeczytania
Czytomaniaczka

Za egzemplarz dziękuję:

niedziela, 2 września 2018

Zbrodnia - piłka nożna - miłość





Wyśniona jedenastka  
Paweł Fleszar






Cóż by można rzec o tej książce. Przede wszystkim to, że książka nie została wydana. Można pobrać ebooka (całkowicie za darmo!) z tej strony: http://sportkrakowski.pl/wysniona-jedenastka-e-book/.

Jak najkrócej przedstawić tą książkę? Wystarczą cztery słowa: zbrodnia, piłka nożna, miłość. Wyśniona jedenastka to historia Macieja Porzyńskiego, którego losy przedstawione są w odstępnie 12 lat tj. w roku 2004 i 2016. Nie chcę zdradzać wiele fabuły, ale sam fakt, że na pierwszych stronach główny bohater wraz z dziewczyną znajdują trupa nad Wisłą, jest dostatecznym impulsem do przeczytania tej książki. Ponadto jest ona idealna dla każdego fana piłki nożnej oraz Białej Gwiazdy. Dużo opisów wydarzeń futbolowych, ciekawostek oraz historia związana ze "Złotą Nike".

Ogólny zarys fabuły oraz wykreowani bohaterowie przypadli mi do gustu. Niestety książka, jak dla mnie, ma swoje minusy. Zdecydowanie za dużo tu futbolu jak na kryminał, zbyt długie i szczegółowe opisy. Ponadto przeplatanie rozdziałów, raz mamy akcje w roku 2004 a w następnym rozdziale przenosimy się 12 lat później i mamy inną historię. Niestety spowodowało to, że nie mogłam skupić się na fabule tzn. zaczynając kolejny rozdział z roku 2016 nie pamiętałam co wydarzyło się w tej historii w poprzednich rozdziałach. W pewnym momencie zauważyłam, że historie z tych dwóch różnych „wymiarów” zaczęły mi się plątać. Nie byłam pewna, które wydarzenia dotyczyły roku 2004 a które 2016. Po dobrnięciu do końca książki poczułam spory niedosyt. Odniosłam wrażenie, że historia jest niedokończona, że autor zostawił sobie furtkę gdyby chciał w przyszłości napisać kontynuację albo zwyczajnie nie miał pomysłu na zakończenie.

Myślę, że gdyby autor zdecydował się podzielić książkę na dwie części opisując najpierw historię mającą miejsce w 2004 roku a następnie przeszedł do wydarzeń w przyszłości, książka byłaby zdecydowania bardziej przystępna dla czytelnika. Ponadto przydałoby się bardziej rozbudować niektóre wydarzenia, które zostały okrojone do dwóch-trzech zdań, a tak naprawdę aż się proszą o rozbudowanie.

Mimo tych wad książka jest warta przeczytania. Autor ma lekkie pióro i humor, które pozwalają na płynną lekturę jednakże polecam skupić się na szczegółach żeby nie zgubić fabuły i orientować się w wydarzeniach.

Moja ocena: 7/10

Do przeczytania!
Czytomaniaczka

niedziela, 29 lipca 2018

"Diabeł ubiera się u Prady" na dzisiejsze czasy?



Jak upolować pisarza? 
Sally Franson
Znak Literanova, 2018
Liczba stron: 384




Gdy tylko pojawiła się możliwość aby zrecenzować tą książkę z ogromną chęcią zgłosiłam się do tego. Nie mogłam się doczekać kiedy przyjdzie paczka, kiedy chwycę za książkę i zacznę ją czytać. Kiedy już dorwałam ją w swoje ręce i rozpoczęłam lekturę pomyślałam „lekka i przyjemna, szybko pójdzie” no ale… w pewnym momencie główna bohaterka Casey Pendergast zaczęła mnie irytować do tego stopnia, że książka powędrowała z powrotem na półkę a ja musiałam od niej odpocząć.
Uczysz się od życia tak jak gwóźdź uczy się od młotka, który wali go po głowie.
Co mnie irytowało w Casey? Chyba cała jej postać. Casey jest bezwartościową i pustą kobietę uzależnioną od mediów społecznościowych, pragnącą ciągle być chwaloną i goniącą za pieniędzmi. Ja rozumiem wszystko, że w dzisiejszych czasach większość z nas goni za pieniędzmi, nie potrafi żyć bez facebooka czy instagrama, ale kurczę… tu już była przesada. Wkurzała mnie również zarozumiałość Casey i jej wywody, których po prostu nie dało się uniknąć.
Coś takiego jak miłość zresztą nie istnieje. Miłość to urojenie współdzielone przez dwoje samotnych ludzi.
Książkę ratuje pojawienie się Bena „Przystojnego Pisarza”. Jest to główna postać męska, gdzie między nim a Casey czuć chemię, która jest fajnie napisana. Chociaż osobiście czuję niedosyt Bena. Zwyczajnie w świecie mało mi go w tej książce i mało mi relacji między nimi. Zdecydowanie wolałabym bardziej rozbudowany ten wątek niż wątek kariery Casey.
Możesz się starać zaprzeczyć miłości, ale podobnie jak ból, to uczucie domaga się, by w końcu przyznać, że istnieje.
Książka „Jak upolować pisarza?” jest nie tyle historią miłosną, co historią pokazująca współczesny świat, gdzie ludzi gonią za pieniędzmi, żyją w dwóch wymiarach. Pokazuje też, że świat „piękny” z zewnątrz może być bardzo zepsuty wewnątrz gdzie nie liczą się wartości takie jak moralność czy sumienie. Autorka pokazała również siłę mediów społecznościowych, gdzie zwykły szary Kowalski może zostać zniszczony przez wypowiedź jednej osoby uznawanej za sławną.
Bo książki, te dobre, te, które zawsze chcesz mieć pod ręką i do których wracasz, nigdy nie zawodzą. To najlepszy rodzaj ucieczki, bo zamiast odciągnąć cię od siebie samego, bądą wokół ciebie krążyć i na koniec zawsze cię do siebie przywiodą i pomogą nie tylko spojrzeć na sytuację świeżym okiem, ale także przyjrzeć się na nowo samemu sobie.
Czy ta książka właśnie taka jest? W pewnym sensie tak. Pomogła mi zobaczyć, że nie ważne jest zdanie innych o mnie, bo zmienia się ono w zależności od ich potrzeb. Ważne jest aby widzieć siebie samego takim jakim chcemy być i podążać ścieżką, którą obierzemy. I nie ważne jest, że zbłądzimy, zagubimy się. Ważne jest aby odnaleźć tą ścieżkę i nią podążać.

Mimo, że książka nie będzie należeć do ulubionych czy lubianych przeze mnie, mimo, że nie będę polecała jej każdemu kogo spotkam, mimo, że dużo w niej mnie irytowało - to książka była dość dobra, żeby powiedzieć „Masz ochotę? Zaintrygował Cię opis? Spodobała się okładka? To przeczytaj ją!”.

Moja ocena: 6/10 gwiazdek.

Do przeczytania!
Czytomaniaczka

Za możliwość przeczytania książki dziękuję